10. Rozgardiasz na jarmarku


Gdyby dawny mieszkaniec, czy też zwykły przejezdny zawitał obecnie do Riesgotruth, z pewnością udałby się do najbliższego sklepiku po porządną mapę, nie omieszkując zaczepić po drodze paru przechodniów w celu upewnienia się, czy aby trafił we właściwe miejsce. Nikt bowiem nie byłby w stanie rozpoznać w tym cmentarzysku smutku i zgrozy miasteczka, które niegdyś promieniowało szczęściem i spokojem, a w przygnębionych, owianych strachem twarzach, dawnych uśmiechów, które zarażały swoim entuzjazmem każdego, kto stanął im wówczas na drodze. Nie pozostało nic z dawnych dni, które teraz upływały leniwie, jeden po drugim, wśród szeptów o tajemniczym zabójcy i jego licznych ofiarach. Właśnie tak prezentowało się Riesgotruth, kiedy ogłoszono organizację Zimowego Jarmarku.

Zimowy Jarmark był coroczną tradycją miasteczka, w czasie której najlepsi miejscowi muzycy, tancerze i akrobaci prezentowali swoje umiejętności ku uciesze rozbawionego tłumu. Była to też okazja do wygrania pokaźnej sumy na loterii, czy kupienia wymarzonych towarów po bardzo korzystnej cenie. César, który w poprzednich latach stronił od tego rodzaju akcji, ceniąc sobie indywidualność i spokój, uznał, że sytuacja stała się na tyle beznadziejna, aby rozważyć jak najszybsze wyprzedanie swoich książek, stąd też na tegorocznym jarmarku zorganizował wyprzedaż, której powodzenie przeszło jego najśmielsze oczekiwania.

Początkowo jarmark stanął pod znakiem zapytania, władze uznały bowiem, że żaden z mieszkańców nie będzie chętny świętować w obecnych okolicznościach, jednak, jak się później okazało, nie mogli być w większym błędzie. Społeczność, dla której od tygodni jedynymi wydarzeniami były popełnione zbrodnie, niecierpliwie wyczekiwała Zimowego Jarmarku uznając, że nikt o zdrowych zmysłach nie odważyłby się zaatakować w tłumie. Czując się zatem po raz pierwszy od długiego czas bezpiecznie, oddali się zabawie i zakupom, nieświadomi licznych policjantów ubranych po cywilnemu, którzy obserwowali w skupieniu każdy potencjalnie podejrzliwy manewr. Jedynie oni, Francisco i César wiedzieli, że dojdzie tego dnia do kolejnego ataku, jednak mieli nadzieję, że tym razem złapią zabójcę zanim dopuści się najgorszego. Właśnie z tego powodu podjęto decyzję o nie zamykaniu jarmarku, decyzję, która wydała się Césarowi równie idiotyczna, co odważna, niemniej on sam wzmógł czujność i nawet doradzając klientom nie przestawał rozglądać się na boki, jednak im więcej czasu mijało, tym większy czuł niepokój. Miał nieodparte wrażenie, że z ich planów nic nie wyjdzie i jak wkrótce miało się okazać-  przeczucia go nie myliły.

Doradzał właśnie poczciwemu staruszkowi, kiedy przeraźliwy krzyk zmroził mu krew w żyłach. Odwracając się na pięcie przeczesał wzrokiem tłum, dostrzegając kątem oka biegnącego ku niemu Francisco. Kiedy zdyszani dotarli na miejsce, dwoje ludzi- kobieta i mężczyzna, upadło właśnie na ziemię, a ich ręce, jeszcze przed sekundą trzymające kurczowo szyje, ześlizgnęły się powoli, ukazując dwie głębokie rany, z których nadal tryskała krew plamiąc ubrania i buty oszołomionych mieszkańców. Czas, który zdawał się stanąć w miejscu, ruszył z impetem, chwilowe odrętwienie minęło, a na jego miejscu pojawiła się panika. Przerażeni mieszkańcy przepychali się, przewracając się nawzajem, usiłując za wszelką cenę wydostać się koszmaru, którego byli świadkami.

Francisco powoli uklęknął przy ciałach, wpatrując się w nie z niedowierzaniem. César, który przegrał walkę ze swoim żołądkiem opierał się teraz ciężko o pobliski stolik obserwując oniemiałych funkcjonariuszy, którzy starali się zapanować nad tłumem, wzywając gorączkowo kolejne zastępy policji. Nie raz, nie dwa przeczesywano teren jarmarku oraz jego okolice, lecz żadnych śladów nie znaleziono.

Wyłonił się nagle, wyciągając błyskawicznie niewielkie ostrze i nie zatrzymując się wykonał dwa, perfekcyjne cięcia, po czym zniknął wśród krzyków i fontanny krwi.


Credit: https://specialcollections-blog.lib.cam.ac.uk/?p=13381

Komentarze