6. Pionki ruszyły do gry
— Twój ruch, César.
Wpatrywał się w szachownicę, nie
dostrzegając jej. Jego myśli krążyły wzdłuż brukowanych uliczek Riesgotruth,
unosiły się nas rozległymi polami, powiewały nad koronami drzew,
sunęły nad zamarzniętymi taflami jezior, przenikały najmniejsze zakamarki
szukając czegoś, co mogłoby...
— César. César!
Otrząsnął się z rozmyślań.
Ponownie skupiwszy wzrok na szachownicy przesunął bez namysłu swojego
ostatniego gońca, aby chwilę później obserwować, jak kończy swój marny żywot
pod kopytami rozpędzonego skoczka.
— Nie jesteś dzisiaj sobą, prawda?
— zapytał Santiago, kiedy opuszczony przez armię król rzucił koronę pod nogi
bezdusznej królowej. — To przez niego? — dopytał przyciszonym głosem.
— Na mnie już czas. Obowiązki
wzywają — odpowiedział César, zakładając pospiesznie płaszcz. — Nie przywiązuj się tak do tej wygranej. Następnym razem to Twój król znajdzie się przed
obliczem pięknej damy — dodał na odchodnym.
Odpowiedział mu serdeczny śmiech
Santiago.
---------
Kiedy niecałe piętnaście minut
później dotarł do domu, odkrył ze zdumieniem, że przed drzwiami ktoś już na
niego czekał. Jak na zawołanie postać uniosła głowę, a spod ośnieżonego kaptura
błysnęła para bystrych, ciemnych oczu.
— Miałem nadzieję, że uda mi się jeszcze dzisiaj pana złapać — powiedział zachrypniętym głosem pan López.
— Zatem, co pana do mnie
sprowadza? — zapytał César parę minut później, stawiając na stole tacę z gorącą herbatą i
kruchymi ciasteczkami.
— Przeczytałem książkę, którą mi
pan pożyczył — powiedział bez ogródek López, odkładając ją w tym samym
momencie na pobliski stolik. — Jestem winien panu przeprosiny. Ja i mój zespół
przeanalizowaliśmy ją pod kątem dokonanych zbrodni, jakkolwiek przerażająca
jest ta myśl, trudno się z panem nie zgodzić. Zabójca działa według ustalonych
schematów, jednak... — pan López się zawahał.
— Tak? — zachęcił go César.
— Jednak nie jesteśmy w stanie w
pełni zrozumieć tej książki, a tym samym zapobiec jej dalszej realizacji. Nie
wiemy, co kieruje tym człowiekiem, co chce przekazać, a tym bardziej, jak go
złapać. To nieprawdopodobne, żeby zabójca był tak blisko, a jednocześnie tak
daleko — powiedział López. — Zna się pan na książkach, jak pan myśli, o co w
tym wszystkim chodzi?
— On nie chce niczego przekazać — powiedział z trudem César, — tu chodzi jedynie o osobistą satysfakcję, o
uczucie spełnienia. Jest dumny z tego, że może dorównać swojemu mistrzowi —
napotykając pytające spojrzenie pana Lópeza wyjaśnił — autorowi tej książki.
Jest on dla niego czymś w rodzaju autorytetu. Wygląda na to, że mamy szczęście.
— Obawiam się, że nie rozumiem.
— To mało znana książka, zapewne
nie przeszło mu przez myśl, że w tym małym miasteczku ktoś może ją znać. To
nasza przewaga. Znamy jej treść, należy więc jak najlepiej ją wykorzystać. Musimy
spojrzeć w jej głąb, przeanalizować odstęp między zabójstwami,
charakterystyczne miejsca. Zabił dwie osoby, wiemy, że zabije kolejne pięć.
Musimy się tylko zastanowić kiedy i gdzie to nastąpi. Pionki ruszyły do gry, panie López, kolej teraz na nasz ruch. Mógłby mi pan podać tę książkę? Dziękuję. Na czym stanęło? Ach tak...proszę spojrzeć
tutaj, minęło półtora tygodnia od ostatniego zabójstwa, kolejne powinno mieć
miejsce za...
César i Francisco ramię w ramię
pochylili się nad książką.
Credit: https://www.pinterest.es/pin/360639882638214874/







Komentarze
Prześlij komentarz