8. Głos w słuchawce


Zabójstwo Estebana Gómeza ponownie wywołało panikę wśród mieszkańców Riesgotruth. Miasteczko spowiła nieprzyjemna aura, w powietrzu unosiła się nutka grozy, a przerażone szepty rozlegały się tu i ówdzie, wyplatając coraz mocniejszą nić niezgody. Nieufność i podejrzliwość zamieszkały w sercach mieszkańców, którzy zaczęli obawiać się swoich sąsiadów, gotowych zaciągnąć ich do splamionego krwią domu, poddając coraz to wymyślniejszym torturom. Dla Césara owo zachowanie było mocno przesadzone, lecz i on zaczął się mieć na baczności, odkąd najadł się strachu wracając o 7 po południu ze spotkania literackiego odbywającego się w domu Jorge Díaza. Jeszcze wiele godzin później czuł na sobie przeszywające spojrzenie, zimny pot oblewający plecy i szaleńczo bijące serce, którego każde uderzenie przypominało trzepot skrzydeł przerażonego ptaka usiłującego wydostać się na wolność ze zbyt małej klatki. Po tym przerażającym i niepokojącym przeżyciu paranoja mieszkańców zaczęła udzielać się również Césarowi, który zaczął uważnie się rozglądać, stawiając z rozwagą następny krok, jednak już wkrótce miało się okazać, że nie był bezpieczny nawet w swoim własnym domu. 
----
Szykował się właśnie do snu, kiedy zadzwonił telefon. Przekonany, że to pan López chcący pilnie się z nim skontaktować natychmiast podszedł do aparatu, jednak głos, który go powitał nie należał wcale do pana Lópeza, ani tym bardziej do żadnego z klientów.
— Witaj, César — usłyszał nieznany głos, od którego zjeżyły mu się włosy na karku.
— Kim pan jest? Z kim rozmawiam? — zapytał słabo César, opierając się plecami o ścianę, czując jak miękną mu nogi.
— Księżyc pięknie świeci na niebie, nieprawdaż? — Césara przeszedł lodowaty dreszcz — Wie pan, jak cudownie mieni się krew w księżycowym świetle? Sprawia wrażenie szlachetnej, znacznie więcej wartej od cuchnącej i brudnej krwi, którą lubi pan tak oglądać.
— Co to ma znaczyć? Kim ty do diabła jesteś?! — zapytał przerażony, rozglądając się panicznie po pokoju.
— Kimś, kogo nie chce pan spotkać. Kimś, kogo pan tak usilnie szuka — cichy, spokojny głos przerażał Césara bardziej niż skierowane do niego słowa.  Dam panu pewną radę. Proszę się nie mieszać do moich spraw i zając się własnym życiem, jeśli nie chce się pan tak szybko z nim rozstać. Księżyc jest zbyt piękny, aby nie mógł pan go już nigdy więcej podziwiać. Nie warto zaprzątywać sobie głowy sprawami, na które nie mamy wpływu, to zbędne, ale też i niebezpieczne. Proszę zawrócić z cienkiej linii, na którą ośmielił się pan wejść...Nie chciałbym zrobić panu krzywdy — rozmówca dodał uprzejmie.  
César powoli zsunął się po ścianie, po tym jak nogi odmówiły mu wreszcie posłuszeństwa. Skąd on wiedział? Skąd wiedział jak ma na imię i skąd ma jego numer? Może to pułapka? Może to potworny zbieg okoliczności? Biorąc głęboki oddech powiedział:
— Nie wiem o czym pan mówi, jestem zwykłym sprzedawcą rzadkich książek, nie interesuje mnie, co się dzieje poza moją księgarnią, a teraz proszę zostawić mnie w spokoju i nie..— nim zdążył powiedzieć coś jeszcze, uprzejmy głos odezwał się ponownie.
— Nie sądzę, aby Francisco López panu pomógł, nikt panu nie pomoże. Proszę być rozsądnym i nie lekceważyć rady przyjaciela — nastąpiła krótka przerwa. — Chciałbym z panem jeszcze pogawędzić, jednak obawiam się, że nie mam czasu. Noc tak szybko mija, a przede mną ciężka praca. Jej efekty znajdzie pan z pewnością w porannej gazecie, zatem proszę się nie martwić, nie ominie pana żaden szczegół. A tymczasem...dobranoc.

Sparaliżowany César wpatrywał się z przerażeniem w milczącą słuchawkę.
Credit: https://paintingvalley.com/old-telephone-sketch#old-telephone-sketch-37.jpg

Komentarze